pixel

sladami wojny secesyjnej, czyli weekend w Karolinie Południowej

2009.11.24
przedbożonarodzeniowo :)

O jacie, ale dawno nie pisałam. Miałam się zabrać za uaktualnienie tego wpisu na początku tygodnia, a tydzień zleciał, a tu dalej nic. W końcu dzisiaj mam czas :-)

Najpierw Południowa Karolina, czyli zeszły weekend piątek-poniedziałek. Bylismy u rodziców Amy, bardzoooooo mili ludzie! W sobotę był obiad, czyli trochę wczesniejsze Swięto Dziękczynienia. Była kukurydza (pychaaaaaa), słodkie ziemniaki, zielona fasola, kabaczek, żurawina, no i oczywiscie indyk. Forma bufetu, a najlepsze, że jedlismy na plastikowych tackach, z kubkami jakimi? Oczywiscie plastikowymi :D Ach, Ci Amerykanie.

Ogólnie to weekend minął szybko, pogoda niezbyt dopisała, bo w niedzielę lało, także większosc czasu spędzilismy w domu. Ale okolica, gdzie mieszkają rodzice Amy, przypadła mi do gustu. To dzielnica Columbii, czyli stolicy Południowej Karoliny, z bardzooo starymi domami, położona niedaleko lasu. Naprawdę inaczej niż tutaj ;-) W niedzielę Amy zabrała mnie do centrum, żeby mi pokazać uniwersytet, gdzie studiowała (ogromnyyyyyyyyyyyyyyy), a także siedzibę gubernatora i kilka innych miejsc związanych z wojną secesyjną. Nie wiem kto z Was czytał "Przeminęło z wiatrem" Margaret Mitchell, ale akcja tej powiesci dzieje się własnie podczas tej wojny, z tym, że Scarlett O'Hara mieszka w Atlancie. Własnie tutaj znajduje się muzeum tej pisarki, poswięcone jej i tej znanej powiesci. Swoją drogą, to jeszcze tam nie byłam ;) Ale wracając do wojny secesyjnej, to każdy z Was i tak zapewne słyszał o niej, chociażby na zajeciach historii. Kapitan Sherman czy Ulysses Grant to tylko dwa bardziej znane nazwiska, kojarzone z amerykańską wojną domową. Lubię historię i miejsca z nią związane. Dlatego z miłą chęcią zobaczyłam wszystko, co pokazała mi Amy. Nawet na budynku State House (siedziba gubernatora) można zobaczyć gwiazdy, które są rozmieszczone w miejscach po kulach. Ponadto razem z mamą zawsze lubiłam oglądać serial "Północ-Południe", w którym losy bohaterów toczą się na tle wojny secesyjnej. Więcej zdjęć z pobytu w Columbii tutaj:
http://picasaweb.google.com/kasiolek86/ColumbiaSouthCarolina2023112009?authkey=Gv1sRgCL_yicHrxd2JFQ&feat=directlink

Do Columbii wracamy na Boże Narodzenie, ale jak zobaczycie na zdjęciach choinka w domu rodziców Amy już stoi ;-) W niedzielę wieczorem wszyscy razem umieszczalismy na niej bombki, które nie są przypadkowe, bo każda ma swoją historię.

Co do minionego tygodnia, to dzieciaki miały wolne, bo to tydzień ze Swiętem Dziękczynienia. Także miałam więcej pracy, ale dałam radę :) We wtorek zabrałam dzieciaki w miejsce, gdzie mogły skakać po bouncy castles, czyli dmuchanych zamkach i innych cudach. Wyszumiały się, wybiegały, a ja miałam spokój 2 godziny :D Potem McDonald's, bo były grzeczne (nie powinnam ich w ten sposób nagradzać, ale raz w tygodniu mogą mieć fast food; ze mną były pierwszy raz w Mc'u hehe). Sroda też była ok, po południu mały Bobo został z Amy, a ja zabrałam dzieciaki+syna sąsiadów do kina na "Planetę 51". W aucie myslałam, że wysiądę, bo Lily i Parker kłócili się niemiłosiernie. Jeden z dialogów:
- Ale Kasia, my chcemy siąsc z tyłu - powiedział Parker.
- Wszyscy razem będziemy tam siedzieć - odpowiedziałam.
- Ale ja nie chcę siedzieć koło Lily - odparł na to Parker.
- Dlaczego? - zapytałam.
- Bo jej nie lubię.
W tym momencie Lily zaczęła płakać, więc ją pytam:
- Lily, co się stało?
- Parker zranił moje uczucia - odparła Lily.
No więc mówię Parkerowi, żeby przeprosił Lily, a on na to:
- Boże, czemu ja zawsze muszę ją przepraszać? Ona ciągle płacze!

To tylko kawałek, ale całą drogę tak wyglądała nasza konwersacja, w końcu się wkurzyłam i zabroniłam im się odzywać, więc był spokój.

Zapomniałam dodać, że w poniedziałek na zajęciach w szkole mielismy brazylijskie przysmaki, normalnie rewelacja! Pysznosci :) Nie wiem jak to się nazywa, ale jedzenie było genialne :) Do tego żona Jana upiekła pyszne rogaliki, z jak to Jan ciągle powtarzał "powidłami" (oboje są z Czech). Oglądalismy też film o Swięcie Dziękczynienia "What's cooking", więc było miło :)

24 listopada minęły 3 miesiące w USA, 9 to go :) Jupiiiiiiiiii :):):):):) No i trochę miesiąc do Hawajów :)

Co do samego Swięta Dziękczynienia to opiszę w następnym poscie :)



Permanent Link · 2 Comments
 
pixel
« 2009.11.18
pixel